środa, 23 kwietnia 2014

Coś się musi skończyć aby coś mogło się zacząć. Tak właśnie jest z tym blogiem. Stworzyłem witrynę internetową.Ten blog pozostanie ponieważ darzę go ogromnym sentymentem. Wszystkie nowości będą już lądowały na nowej stronie. Strona wymaga jeszcze kosmetycznych poprawek ponieważ to moja pierwsza witryna internetowa w życiu a web-mastering to nie moja bajka. Więc jak coś komuś nie działa jak należy albo macie pomysły co można zmienić to będę wdzięczny za sugestie. Link do strony : http://bushcraft24.pl/

poniedziałek, 4 listopada 2013

Ładownica/Kaletka

Od dawien dawna noszone przy pasach przez naszych przodków, zawierały różności. Od pieniędzy przez sprzęt do niecenia ognia po łyżki, to co było aktualnie potrzebne. Ja przez czas w którym włóczę się po leśnych ostępach kombinowałem z zawartością jak i sposobem przenoszenia podręcznego zestawu. Najpierw rozmieszczałem wszystko w kieszeniach, później nosiłem w nerce, znowu w kieszeniach itd. O zmieniającej się zawartości nie ma nawet co pisać, wyszedł by niezły elaborat. W końcu doszedłem do optymalnego rozwiązania dla siebie (chwilowo).
Wszystko mieści się w ładownicy  NVA którą kupiłem za kilka złotych na allegro.Składa się ona z trzech przegródek.
   Przegródki pozwalają pogrupować przedmioty, można wszystko szybciej znaleźć i nie lata jak żyd po pustym sklepie. Pierwsza od prawej to przegródka ogniowa, druga medyczna a trzecia naprawczo- orientacyjna.
  Zdjęcie powyżej przedstawia przedmioty które są w mojej kaletce:
A- smolne szczapki na rozpałkę, palą się nawet mokre i są bardziej skondensowane niż kora brzozowa.
B- Świeczka pomaga rozpalić ognisko i w razie awarii latarki można coś przyświecić.  
C- Zapałki w wodoodpornym opakowaniu
D- Plater z opatrunkiem "cięty z metra"
E- Opatrunek wojskowy razem z plastrem tworzy mini apteczkę, przydatne w sytuacji kiedy zostawiamy plecak w obozie i odchodzimy od niego. Miałem już takie sytuacje, że taka mini apteczka była by przydatna.
F- Busola z lusterkiem. Lusterko jest wbrew pozorom bardzo przydatne np do wyciągnięcia paprocha  z oka czy usunięcia kleszcza z miejsca gdzie wzrok nie sięga.
G- Sznurki
H- Agrafki, są osoby które twierdzą , że przydatne są. Mi w sumie  przydała się do wyciągniecie drzazgi, ale noszę i czekam na tą ich przydatność;)
I- ostrzałka do noży
J- kawałek dętki rowerowej. Świetna awaryjna rozpałka. Jednak głównym jej zadanie jest po pocięciu utworzenie gumek recepturek
K- Zastaw do szycia
L-Plastikowe opaski zaciskowe, świetne do spięcia czegoś i bardzo wytrzymałe
Do tego dochodzi scyzoryk w pokrowcu.
Uważam , że przedmiotami niezbędnymi które powinniśmy mieć przy sobie są: źródło ognia np. zapałki czy krzesiwo, wodoodporna rozpałka, kompas, jakiś nóż, kawałek sznurka oraz mini apteczka. Reszta to miłe dodatki ale tak naprawdę mogą zostać schowane do plecaka, umieściłem je w kaletce ponieważ było miejsce i lubię mieć je pod ręką. Zasadność noszenia wyżej wymienionego zestawu przy sobie jest taka, że czasem zostawia się plecak i odchodzi od obozu wtedy na przykład jak się skaleczymy nie trzeba wracać się po kawałek plastra.O ile nie jestem fanem wydumanych scenariuszy survivalowych w stylu znalezienie się po środku tajgi w samych majtkach, o tyle stracenie plecaka wydaje się realne. Przypuśćmy np . Przechodzimy  przez rzeczkę po oblodzonym pniu, jeden nieuważny krok i jesteśmy w wodzie, plecak namaka robi się strasznie ciężki, odrzucamy go, wychodzimy na brzeg, jest strasznie zimno, trzeba się najszybciej ogrzać i wysuszyć rzeczy a nasze zapałki zostały w plecaku. Drugi scenariusz: wędrujemy sobie, nagle misiu zaczyna interesować się naszym prowiantem, aby nie zaczął interesować się nami, oddajemy plecak bez walki i pospiesznie oddalamy się, przez strach gubimy się, zaczyna robić się ciemno a my nie mamy kompasu, więc postanawiamy przeczekać noc siedząc sobie pod drzewkiem, jednak zapałek też nie mamy , więc siedzimy trzęsąc się z zimna i wymyślając tortury jakie chcielibyśmy zaserwować niedźwiadkowi.
Wszystko jest ładnie pogrupowane , skracamy czas pakowania , gdyż wszystkie przydasie mamy w jednym miejscu. Jeśli w scyzoryku nie posiadał bym pincety , z pewnością znalazła by się w mojej ładownicy.
Ps. Zrezygnowałem ze smolnych szczapek na rzecz rozpałki ze świeczki .

czwartek, 10 października 2013

Warstwiak zwęglony jako hubka.


Warstwiak zwęglony (Daldinia concentrica) jest świetną hubką którą można użyć bez preparowania z tradycyjnym krzesiwem. Rośnie na obumarłych drzewach i krzewach liściastych, rozmiar około 3-6cm. Występuje od maja do października. Jest dziecinie łatwy do rozpoznania, postać "dorosła" o którą nam chodzi jest koloru czarnego, po oderwaniu od drzewa widać "słoje" w formie koncentrycznych okręgów. Stadium "niedojrzałe" jest brązowe, w wewnątrz znajduje się mazista ciecz przypominającą smołę.

Iskry kierujemy na słoje, jeśli tylna część którą grzyb był przyrośnięty do drzewa nie chce chwycić, proponuję przełamać na pół warstwiaka i  tam  kierować wysiłki . Daldinia jest dość mocno higroskopijna czyli innymi słowy łapie szybko wilgoć a jak wiadomo zawilgocenie to nasz wróg przy rozpalaniu ognia.


środa, 9 października 2013

Chciałbym przeprosić za nie odpowiadanie na zapytania czy próby kontaktu. Niestety życie nie jest różami usłane. Pewne życiowe zawirowania rzuciły mnie daleko od domu i dopiero teraz zaczynam odnajdywać się w tym środowisku w którym słowo las zostało dawno temu wymazane ze słownika.

piątek, 29 czerwca 2012

Rozpalanie ognia puszką


Zabawę z tą metodą rozpalania ognia zaczynamy od wypolerowania "na lustro" dna puszki, najlepsze są puszki po napojach ale nada się każda która ma paraboliczne dno, będzie ono skupiać promienie słoneczne powodując zatlenie się hubki, którą następnie rozdmuchamy tak samo jak w technice łuku ogniowego czy tradycyjnego krzesiwa.Przeczytałem w jakiejś instrukcji aby do polerowania użyć czekolady, nie było wspomniane, że może to zająć kilka godzin , znacznie lepsza jest pasta do zębów, 15 do 60minut i mamy lustro. Próbowałem też użyć skrzypu, działa tak sobie jednak na pewno lepiej niż czekolada. Po wypolerowaniu czas zająć się hubką, ja użyłem błyskoporka ale nie jest on konieczny, ważne aby hubka  miała niską temperaturę zapłonu, wykorzystać można na przykład próchno, roztarty puch roślinny, amadou z huby, zwęgloną bawełnę itp.Sama technika rozpalania jest dość prosta, skupiamy promienie na hubce ustawiając dno puszki w stronę słońca i manewrując hubką oraz puszką.Najpierw można podłożyć palec, jak zaczyna parzyć to wiemy jakie ustawienie jest najlepsze. Ludzie którzy nie mają cierpliwości do trwania w bezruchu mogą ustawić wszystko na ziemi , widać na zdjęciu ja to może wyglądać.    



Sposób dość ciekawy, jednak jego wykorzystanie ogranicza brak słońca, puszki i środka polerującego. Na początku odpowiednie skupienie promieni może rodzić drobne problemy, ale po kilku próbach dochodzi się do wprawy, wtedy zatlenie hubki następuje w miarę szybko.

czwartek, 28 czerwca 2012

Improwizowany plecak ramowy Roycroft.

Podobne konstrukcje służyły od tysięcy lat do przenoszenia ekwipunku. Jednak tak prostą i szybką w budowie ramę wymyślił  Thomas Roycroft,  instruktor survivalu i mentor Morska Kochańskiego.
Zaczynamy od wykonania ramy, która ma trójkątny kształt.Dwa dłuższe ramiona powinny mieć długość ręki i grubość kciuka, krótsze długość przedramienia. Związujemy elementy składowe ramy zostawiając wystające końce na szerokość dwóch palców poza obrys trójkąta, do nich będą przyczepione szelki i pas biodrowy. Jeśli oprócz wiązania zastosujemy tzw zaciosy (widać o co chodzi na szkicu poniżej), to rama będzie bardzo sztywna. Ekwipunek najłatwiej zawinąć w płachtę, koc, worek itp Jeśli nie dysponujemy niczym takim ostatecznie można wypleść siatkę z naturalnych materiałów ale to zajmie trochę czasu. Rzeczy kładziemy na środku , układając tak aby najcięższe były na dole, miękkie od strony pleców, te do których musimy mieć szybki dostęp znajdą się na górze, wtedy po odwinięciu jednej części będziemy mieli do nich dostęp.Boki płachty zawijamy do środka, pakunek powinien przypominać kształtem prostokąt. Nadszedł czas na przymocowanie zawiniątka do ramy. W sumie nie jest ważne jak, musi się trzymać i być stabilne. Ten kto jeszcze pamięta czasy kiedy do pakowania prezentów służył papier i wstążki poradzi sobie bez problemów. Radzę zastosować taki węzłem który można łatwo rozwiązać. Czas na  szelki , powinny być jak najszersze w miejscach styku z ciałem (ciężar rozkłada się na większą powierzchnie), ja zastosowałem kefije. Dobrym pomysłem są skarpety wypełnione trawą czy mchem  z przedłużającymi sznurkami, z braku laku można użyć szerokich pasków kory itp. Ogólnie im szelki szersze i miększe tym lepszy komfort uzyskamy, tak samo ma się sprawa z pasem biodrowym , ja użyłem paska od spodni, jednak coś szerszego byłoby lepsze. 

Plecak jak na tak prymitywną konstrukcję jest w miarę wygodny, ale to już zależy od tego jak rozwiążemy szelki i pas biodrowy. Widziałem na zdjęciach jak na pewnym szkoleniu survivalowym, pan instruktor pokazywał podobną konstrukcje z szelkami z paracordu. Jestem ciekaw czy przeszedł kiedykolwiek z takim plecakiem chociażby kilometr. Z moich doświadczeń wynika , że pozioma poprzeczka może uwierać w plecy , wystarczy owinąć ją np.bluzą i po kłopocie.

wtorek, 26 czerwca 2012

Rozłupywanie drewna za pomocą małego noża

Nawet sporych rozmiarów klocek można rozłupać przy pomocy małego noża. Trzeba sobie przygotować 2-3 kliny , mogą być odłupane od boku klocka który chcemy rozszczepić. Do tego podbijak który będzie pełnił funkcje młotka. Szukamy pęknięć które ułatwią nam pracę. Jeśli takowych nie ma wbijamy nóż dokładnie po środku, wyciągany i w jego miejsce wbijamy klinik. Teraz wbijamy nóż z przeciwległej strony, wyciągamy i dajemy drugi klin. Podbijając równomiernie kliny polano powinno się rozszczepić. Czasem z jednej strony jest sęk albo włókna są poskręcane i dlatego idzie to dość opornie. Można wtedy zastosować jeszcze jeden klin z boku od strony przeciwległej do sęka. 
Jak widać na zdjęciach powyżej do rozłupania użyłem noża składanego z blokadą, nie jest to najlepsze rozwiązanie. Jednak jeśli musimy użyć takowego kozika lepiej zwolnic blokadę przy wbijaniu, rękojeść może sobie zwisać, w niczym to nie przeszkadza a blokada się nie niszczy.